Bernard Gaida

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Z Bernardem Gaidą, przewodniczącym Grupy Roboczej Mniejszości Niemieckich, rozmawia Krzysztof Świerc.

 

W listopadzie minął rok, jak został Pan wybrany na przewodniczącego Grupy Roboczej Mniejszości Niemieckich (AGDM). Jednak pierwszy raz w historii wybór dokonany został według konkretnych zasad, czy ma to jakieś znaczenie i wpływ na Pana pracę?

 

Niewątpliwe zmienia to optykę działania przewodniczącego, który mając taką pozycję, jest bardziej predestynowany do reprezentowania swoich 21 członków i nie jest tylko organizatorem poszczególnych zadań. Dlatego też trochę inaczej organizowaliśmy spotkania z konkretnymi mniejszościami niemieckimi. A rozpocząłem je od odwiedzenia Ukrainy, gdzie w tamtejszym parlamencie spotkałem się z komisją praw człowieka, zajmującą się również prawami mniejszości narodowych. Jak się okazało, brałem udział w bardzo ważnym spotkaniu tej komisji, które poświęcone było generalnie szkolnictwu dla mniejszości narodowych. Niestety w końcówce tego roku parlament ukraiński przegłosował duże ograniczenia dla szkolnictwa mniejszościowego, które co prawda mniej dotykają mniejszość niemiecką, ale bardzo mocno węgierską czy polską.

 

Na czym te ograniczenia polegają?

 

Między innymi na możliwości stosowania języka mniejszości jako języka wykładowego do niższych klas szkół podstawowych. Do tej pory kilka mniejszości narodowych na Ukrainie dysponowało swoim szkolnictwem w pełnym wymiarze, a język danej mniejszości był wykładowym w całej szkole podstawowej. Warte podkreślenia jest też to, że będąc na Ukrainie, miałem możliwość przekonać się, jak dobrze tamtejsza mniejszość niemiecka organizuje naukę języka niemieckiego i rozpowszechnia go poprzez swoje centra językowe, nie patrząc na toczące się dyskusje w parlamencie i rządzie tego kraju.

 

W minionym roku odwiedził Pan także mniejszość niemiecką w Gruzji. Z jakiego powodu i czym tamtejsza mniejszość różni się od tej na Ukrainie?

 

Przede wszystkim jest o wiele mniejsza i funkcjonuje w zupełnie innym wymiarze. Natomiast sama wizyta w Gruzji związana była z obchodami 200-lecia pierwszego osadnictwa Niemców na Kaukazie. Było to dla mnie wstrząsające doświadczenie i odczucie faktycznych losów Niemców w ZSRR oraz grozy ówczesnych wysiedleń. Szczególnie uderzyło mnie, jak przemyślane były stalinowskie prześladowania. Otóż wysiedlano wszystkie rodziny, które były całkowicie niemieckie, czyli z obydwu stron, oraz rodziny mieszane, w których ojciec był Niemcem. Z rodzin mieszanych mogły zostać jedynie te, w których matka była Niemką, bo ważne było, żeby znikało nazwisko! A zatem to przywiązanie do korzeni pokazywane nazwiskiem uznawano za element decydujący, czy dana rodzina podlega pod przymusowe przesiedlenie bądź nie.

 

A jak na tle Ukrainy i Gruzji wygląda sytuacja Niemców na Litwie, których niedawno również zaszczycił Pan swoją obecnością?

 

Mniejszość niemiecka na Litwie nie jest w tej chwili członkiem AGDM, co spowodowane jest przez niedostateczne zorganizowanie się. Konkretnie zaś nie posiada swojej organizacji dachowej, jak my w Polsce i wiele innych mniejszości niemieckich w Europie. Tam bowiem jest kilka stowarzyszeń, które działają w pojedynkę i to chcemy zmienić, ale nie tylko na Litwie, ale też w Serbii, gdzie jest podobna sytuacja. Jednak wizyta w pierwszym z tych państw pokazała, że nie będzie to łatwe, choć niewątpliwie bardzo potrzebne, bo jeśli nie ma wytworzonego schematu, trudno dobrze zorganizować mniejszość.

 

Poruszane podczas Pańskich wizyt kwestie są bardzo istotne, stąd pytanie, jak wygląda pod tym względem Pański kalendarz na przyszły rok?

 

W 2018 roku terenem kolejnych wizyt będą kraje postjugosłowiańskie – Słowenia, Chorwacja i Serbia, z tym że bardzo szczegółowo przygotowujemy się do wizyty na Słowenii. Tam bowiem wciąż mamy do czynienia z jedyną mniejszością niemiecką, która nie ma uznania państwowego! Próbujemy zbadać ten temat, dlaczego tak jest, ale nie jest to łatwe, bo odpowiedzi padające z różnych stron brzmią zupełnie różnie. Myślę jednak, że jest to efekt powiązania dwóch faktów – po pierwsze przez wiele lat za mało mniejszość niemiecka w Słowenii starała się o uznanie państwowe, a po drugie wyczuwalna jest niechęć w Słowenii do zarejestrowania mniejszości niemieckiej, skoro bez problemów zarejestrowano mniejszość węgierską, chorwacką czy włoską. Z kolei celem wizyty w Serbii jest stworzenie organizacji dachowej dla 14 obecnie samodzielnie działających tam stowarzyszeń niemieckich. Po raz kolejny podkreślę, że organizacja dachowa jest niezwykle ważna w rozmowach, zarówno ze stroną rządową kraju, w którym ta mniejszość funkcjonuje, jak i ze stroną niemiecką.

 

Bardzo ważnym osiągnięciem minionego roku, które dofinansowane zostało ze środków Ministerstwa Spraw Wewnętrznych Niemiec, było stworzenie wystawy wędrownej, mówiącej o mniejszościach niemieckich w Europie. Jak wiele pracy kosztowało to przedsięwzięcie?

 

Zdecydowanie więcej, niż się spodziewałem. W praktyce okazało się, że zarówno kwestia zbudowania samej wystawy, jak i uzgodnienia jej treści wymagały olbrzymiej pracy. Chodziło bowiem o to, żeby wystawa była czytelna, organizacje tam przedstawiane usatysfakcjonowane, a zwiedzający nie był dobity natłokiem informacji. Tak też się stało, ale uzgadnianie szczegółów było niezwykle pracochłonne, wymagało cierpliwości oraz posuwania się drogą kompromisów, żeby z tej ogromnej masy działalności wyciągnąć, co najważniejsze. Efekt finalny jest jednak znakomity, bo udało nam się pokazać olbrzymią aktywność mniejszości niemieckich i ich wielowątkową działalność, ale z konieczności stworzenia takiej wystawy nie można było ich wszystkich przedstawić w całości, ograniczając się do tego, co jest najbardziej specyficzne dla danego kraju, a równocześnie wyłuskać cechy wspólne.

 

Powiedział Pan, że tworzenie wysp tematycznych podczas tworzenia tej wystawy było niezwykłym doświadczeniem, dlaczego?

 

Ponieważ pokazało, że obojętnie, czy mówimy o mniejszości niemieckiej w od razu demokratycznie rozwijającej się Dania, czy o tej na terenie totalitarnego, stalinowskiego byłego ZSRR, na Bałkanach bądź w Polsce, wszystkie one były dotknięte bardzo trudnym okresem po II wojnie światowej. Nie było mniejszości niemieckiej, która w mniejszym lub większym zakresie nie odczułaby ciężaru dopiero co zakończonej wojny, na swoich indywidualnych losach. Ba, w zupełnie różnych miejscach Europy schematy cierpień Niemców, którzy pozostali poza terenem powojennych Niemiec, jako mniejszości narodowe, były do siebie niezwykle podobne. Byli dyskryminowani językowo, fizycznie i wykluczeni kulturowo. Te traumatyczne przeżycia pozostają w ich pamięci, ale też w pamięci młodych pokoleń, które doświadczały tego poprzez opowieści rodzinne, pamiątki itd. A przykłady takie, z jakimi zetknąłem się w Gruzji i na Litwie, są szczególnie wstrząsające, bardzo mocno oddziałują na wyobraźnię i zapadają głęboko w pamięci.

 

Gdzie ta wystawa miała swoją premierę?

 

W ambasadzie węgierskiej w Berlinie na Unter den Linden, a więc w eksponowanym miejscu, ale tam ekspozycja ta już się zakończyła i w tej chwili powędrowała do Danii, gdzie będzie stała do stycznia 2018 roku. Z kolei w styczniu zostanie przeniesiona do Drezna, następnie pojawi się jeszcze w kilku krajach i na jesień przyszłego roku ma gościć w Polsce, konkretnie we Wrocławiu na naszym festiwalu mniejszości niemieckiej, który odbędzie się 22 września. W ten sposób nasi członkowie będą mieli możliwość zobaczenia, jak mniejszości niemieckie wyglądają w ponad 20 krajach Europy, bo taką funkcję wystawa ta ma spełniać.

 

O czym Pana zdaniem warto jeszcze wspomnieć, analizując miniony rok?

 

Dzięki temu, że jestem także przewodniczącym VdG w Polsce, AGDM-owi udało się w porozumieniu z MSW w Berlinie przeprowadzić w Kamieniu Śląskim konferencję pt. „Wiara fundamentem tożsamości”. Ogromną część organizacyjną tej konferencji wziął na siebie Dom Współpracy Polsko-Niemieckiej, ale niezwykle istotne jest to, że udało nam się zgromadzić duszpasterzy mniejszości niemieckiej obydwu wyznań, protestantów i katolików z wielu krajów, w których żyją te mniejszości. Przedsięwzięcie bardzo udano i pouczające, które pokazało, że niezwykle ważne jest, abyśmy nie utracili związku pomiędzy religią a tożsamością narodową. A zatem to, co już przed laty powiedział mi ksiądz biskup Alfons Nossol i co będę już zawsze pamiętał i powtarzał: „Proszę mi nie dziękować za odprawienie mszy na Górze św. Anny, bo przecież walczymy na tym samym froncie. Czyli o duszę człowieka, a ona stanowi jedną całość – zarówno tożsamość religijna duszy, jak i jej tożsamość narodowa. Jeśli jedna z nich się osłabia, to też osłabia się ta druga, a co za tym idzie – całość tej tożsamości. Co ważne, jest porozumienie z niemieckim MSW, że konferencję taką będziemy organizowali cyklicznie, co dwa lata, a kolejnym miejscem spotkania w 2019 roku będzie Rumunia.

 

Poruszył Pan też bardzo ważną rzecz – niejednokrotnie braku wsparcia dla pewnych inicjatyw mniejszości niemieckich.

 

Kwestię tą poruszyłem już w ambasadzie Niemiec jako przedstawiciel VdG, a teraz jako przewodniczący AGDM. Generalnie problem tkwi w tym, że nie ma ciągle wypracowanego sposobu wsparcia szkolnictwa dla mniejszości niemieckiej. Celowo nie używam pojęcia języka, bo on jest wspierany. Wsparcie to mamy bardzo silne w obszarach pozaszkolnych, dzięki czemu są tworzone dobre projekty, które są wsparciem językowym, ale borykamy się z problemem, aby uzyskać systemową pomoc dla konkretnego miejsca, dla szkolnictwa. Udało nam się jednak latem tego roku doprowadzić do tego, że powstała grupa robocza na styku dwóch niemieckich ministerstw – spraw wewnętrznych i zagranicznych, bo okazało się, że nie jest to temat jednego ministerstwa i być może z tego powodu nie był on dotąd rozwiązany. Zadanie utworzonej grupy roboczej jest oczywiste i jeśli jej praca przekuje się w konkrety, będzie to nasz duży sukces.

 

W międzyczasie we współpracy z Instytutem Goethego zorganizowano konferencję językową w Budapeszcie, gdzie temat, o którym wcześniej Pan mówił, wybrzmiał na forum wielu krajów…

 

Wszyscy zgodzili się co do tego, że jest duże oczekiwanie, aby ze strony niemieckiej silnie wspierano nie tylko szkoły partnerskie, Auslandsschule des Bundesrepublik Deutschland. Czyli takie, jak choćby szkoła Willy Brandta w Warszawie, lecz żeby istniało też konkretne wsparcie dla szkół, których uczniowie pochodzą z szeregów mniejszości niemieckiej. Niestety takiego wsparcia, jasnego i czytelnego do tej pory nie ma, ale mamy nadzieję, że w przyszłości zrodzi się z tego coś właściwego, jako AGDM będziemy o to dbać.

 

Podczas 26. Konferencji AGDM w Berlinie, która odbyła się w czerwcu bieżącego roku, bardzo wyraźnie zaakcentował Pan znaczenie wspierania młodzieży i nowych kadr, dlaczego?

 

Ponieważ temat młodzieży jest dla nas bardzo ważny, jak zresztą dla każdej mniejszości. W tym celu obecnie w porozumieniu z IfA Stuttgart omawiamy możliwość skorelowania naszej konferencji AGDM z międzynarodową konferencją młodzieżową organizowaną przez IfA. Chcielibyśmy, aby te dwie konferencje zazębiły się z sobą w Berlinie, po to, żeby młodzież mniejszości niemieckich miała możliwość spotkania się z dachowymi organizacjami z różnych krajów, a nie tylko ze swoją organizacją dachową, jak choćby nasz BJDM z nami. Celem jest, aby młodzież zdobywała nowe doświadczenia i poglądy. Reasumując – rośnie usieciowanie mniejszości, czyli, inaczej mówiąc, coraz częściej w wielu obszarach mniejszości nie będą mówiły już tylko w swoim własnym imieniu, lecz w imieniu większej grupy. Owszem, nigdy nie będzie to cała platforma, bo specyfika i wielkość tych mniejszości powodują, że potrzebami różnią się od siebie, jednak niezaprzeczalny jest fakt, że w wielu obszarach potrzeby są identyczne i można je artykułować wspólnie.

 

***

 

Mit Bernard Gaida, dem Vorsitzenden der Arbeitsgemeinschaft Deutscher Minderheiten, sprach Krzysztof Świerc

 

Im November ist es nun ein Jahr her, seit Sie zum Vorsitzenden der Arbeitsgemeinschaft Deutscher Minderheiten (AGDM) gewählt wurden. Erstmals ist diese Wahl allerdings nach festen Regeln erfolgt. Ist dies von Bedeutung und hat es Einfluss auf Ihre Arbeit?

 

Es verändert zweifellos die Handlungsoptik des Vorsitzenden, da dieser mit seiner nunmehrigen Position besser dazu prädestiniert ist, die  21 Mitgliederorganisationen zu vertreten, anstatt nur die einzelnen Aufgaben zu organisieren. Deshalb haben wir nun auch etwas anders die Treffen mit den jeweiligen Deutschen Minderheiten gestaltet. Begonnen hat es mit einem Besuch in der Ukraine, wo ich mich im Parlament mit dem Menschenrechtsausschuss getroffen habe, der auch für die Rechte nationaler Minderheiten zuständig ist. Wie sich dabei zeigte, war diese Ausschusssitzung sehr wichtig, denn sie galt vorrangig dem Schulwesen für nationale Minderheiten im Allgemeinen. Bedauerlicherweise hat das ukrainische Parlament zum Jahresende große Einschränkungen für das Minderheitenschulwesen beschlossen. Zwar ist die deutsche Minderheit davon nicht sehr stark betroffen, dafür aber z.B. die ungarische und die polnische.

 

Worin bestehen diese Einschränkungen?

 

Unter anderem in der Möglichkeit, die jeweilige Minderheitensprache als Lehrsprache für die unteren Grundschulklassen zu verwenden. Bis jetzt stand mehreren nationalen Minderheiten in der Ukraine ein eigenes vollumfängliches Schulwesen zur Verfügung und die jeweilige Minderheitensprache war in der gesamten Grundschule als Unterrichtssprache im Gebrauch. Nebenbei konnte ich mich bei meinem Besuch in der Ukraine auch davon ein Bild machen, wie gut die dortige deutsche Minderheit ihren Deutschunterricht organisiert und über ihre Sprachzentren verbreitet, ungeachtet der Diskussionen im Parlament und in der Regierung des Landes.

 

Sie haben letztes Jahr auch die deutsche Minderheit in Georgien besucht. Aus welchem Grund waren Sie dort und inwiefern unterscheidet sich die dortige deutsche Minderheit von der in der Ukraine?

 

Vor allem ist sie viel kleiner und funktioniert in einer ganz anderen Dimension. Der Besuch selbst hing mit der 200-Jahrfeier der ersten deutschen Ansiedlung im Kaukasus zusammen. Es war für mich ein erschütterndes Erlebnis, dieses Mitfühlen des tatsächlichen Schicksals der Deutschen in der UdSSR und des Schreckens der damaligen Aussiedlungen. Hierbei fiel mir besonders auf, wie gründlich durchdacht die stalinistischen Verfolgungen waren. Man hat nämlich alle Familien ausgesiedelt, die vollkommen deutsch waren, also beiderseits, sowie gemischte Familien, in denen der Vater ein Deutscher war. Von den gemischten Familien durften nur diejenigen bleiben, in denen die Mutter eine Deutsche war, denn es war wichtig, den Familiennamen verschwinden zu lassen! Es wurde also die sich im Familiennamen offenbarende Bindung an die Wurzeln als entscheidender Faktor dafür angesehen, ob eine Familie der Zwangsumsiedlung unterlag oder nicht.

 

Wie ist nun im Vergleich mit Ukraine und Georgien die Situation der Deutschen in Litauen, die Sie vor kurzem ebenfalls beehrt haben?

 

Die deutsche Minderheit in Litauen ist zurzeit noch nicht Mitglied in der AGDM, weil sie nur unzureichend organisiert ist. So hat sie beispielsweise keinen eigenen Dachverband wie wir in Polen und viele andere deutsche Minderheiten in Europa. Es gibt dort nämlich einige Vereinigungen, die im Alleingang aktiv sind. Das wollen wir nun ändern, und zwar nicht nur in Litauen, sondern auch in Serbien, wo es eine ähnliche Situation gibt. Allerdings hat der Besuch im ersteren dieser Länder gezeigt, dass dies nicht einfach sein wird, obwohl man es zweifellos nötig hat. Denn ohne ein herausgebildetes Schema ist es sehr schwierig, eine Minderheit zu organisieren.

 

Die bei Ihren Besuchen zur Sprache kommenden Themen sind sehr signifikant. Wie sieht nun in dieser Hinsicht Ihr Kalender für das kommende Jahr aus?

 

Weitere Besuchsgebiete im Jahr 2018 werden die postjugoslawischen Länder Slowenien, Kroatien und Serbien sein, wobei wir uns ganz besonders minutiös auf die Visite in Slowenien vorbereiten. Denn wir haben es dort noch immer mit einer deutschen Minderheit zu tun, die nicht staatlich anerkannt ist! Wir versuchen, dem Thema auf den Grund zu gehen, um zu erfahren, warum das so ist, aber das ist nicht einfach, denn die Antworten von verschiedener Seite sind gänzlich anders. Ich denke aber, dass dort vor allem zwei Fakten hineinspielen. Zum einen hat sich die deutsche Minderheit in Slowenien über viele Jahre zu wenig um staatliche Anerkennung bemüht, und zum anderen gibt es in Slowenien offenbar eine Abneigung dagegen, die deutsche Minderheit zu registrieren, denn beispielsweise die ungarische, kroatische oder italienische Minderheit hatten damit nicht das geringste Problem. Bei Serbien wiederum besteht der Besuchszweck darin, einen Dachverband für die dort aktuell 14 eigenständig agierenden deutschen Vereinigungen zu schaffen. Ein weiteres mal möchte ich hierzu unterstreichen: Eine Dachorganisation ist ungemein wichtig im Hinblick auf Gespräche, sowohl mit der Regierungsseite des Landes, in dem es die Minderheit gibt, als auch mit der bundesdeutschen Seite.

 

Eine sehr wichtige Errungenschaft des vergangenen Jahres, die aus Mitteln des deutschen Bundesinnenministeriums gefördert wurde, war die Schaffung einer Wanderausstellung über die deutschen Minderheiten in Europa. Wie viel Arbeit hat dieses Vorhaben gekostet?

 

Deutlich mehr als ich erwartet hatte. In der Praxis zeigte sich, dass sowohl der Aufbau der Ausstellung, als auch die inhaltliche Abstimmung ein gewaltiges Arbeitspensum erforderten. Es ging nämlich darum, die Ausstellung transparent zu gestalten, die dort vorgestellten Organisationen zufriedenzustellen und den Besucher nicht mit einer Informationsflut zu deprimieren. Genau so ist es dann auch geschehen, aber die Abstimmung der Einzelheiten war äußerst arbeitsintensiv und erforderte Geduld und viele Kompromisswege, um aus der riesigen Masse an Aktivitäten das Wichtigste herauszuholen. Der Endeffekt ist jedoch großartig, denn es ist uns gelungen, die große und facettenreiche Aktivität der deutschen Minderheiten aufzuzeigen. Und dabei war die Ausstellung notwendig, um sie alle in ihrer Gesamtheit vorzustellen, und zwar jeweils landesspezifisch und mit allen Gemeinsamkeiten.

 

Sie haben gesagt, dass die im Rahmen der Ausstellung eingerichteten Themeninseln eine außergewöhnliche Erfahrung waren. Weshalb?

 

Es zeigte sich dabei beispielsweise Folgendes: Egal, von welcher deutschen Minderheit wir nun sprechen wollen – die im sich von Anfang an demokratisch entwickelnden Dänemark oder die im Gebiet der totalitären, stalinistischen ehemaligen UdSSR, im Balkan oder in Polen –, sie alle mussten nach dem Zweiten Weltkrieg eine sehr harte Zeit durchmachen. Es gab keine einzige deutsche Minderheit, die nicht mehr oder weniger die Last des soeben zu Ende gegangenen Kriegs in ihrem individuellen Schicksal zu spüren bekommen hätte. Und dabei waren in ganz verschiedenen Teilen Europas die Leidensmuster der Deutschen, die außerhalb des Nachkriegsdeutschlands als nationale Minderheiten verblieben waren, einander sehr ähnlich. Sie wurden sprachlich und physisch diskriminiert und waren kulturell ausgegrenzt. Diese traumatischen Erlebnisse bleiben in ihrer Erinnerung, aber auch in der Erinnerung der jungen Generationen, die dies durch Familienerzählungen, Andenken usw. erfahren haben. Ganz besonders erschütternden Beispielen hierfür begegnete ich in Georgien und Litauen. Wenn man sie sich einmal bildlich vorstellt, bekommt man sie nicht mehr aus dem Kopf.

 

Wo hatte die Ausstellung ihre Premiere?

 

In der ungarischen Botschaft in Berlin Unter den Linden, also an einem exponierten Ort. Dort ist die Ausstellung aber bereits zu Ende und ist mittlerweile nach Dänemark gewandert, wo sie bis Januar 2018 stehen wird. Im Januar geht es dann weiter nach Dresden und anschließend wird sie noch in einigen Ländern zu sehen sein, um im Herbst nächsten Jahres schließlich in Polen anzukommen, konkret in Breslau bei unserem Festival der deutschen Minderheit, das am 22. September stattfindet. Auf diese Weite bekommen unsere Mitglieder auch die Möglichkeit zu sehen, wie es den deutschen Minderheiten in mehr als 20 Ländern Europas geht. Das ist denn auch die Funktion, die diese Ausstellung zu erfüllen hat.

 

Was ist Ihrer Meinung nach noch erwähnenswert im Rückblick auf das Erreichte im vergangenen Jahr?

 

Dadurch, dass ich auch Vorsitzender des VdG in Polen bin, ist es der AGDM gelungen, in Abstimmung mit dem Berliner Innenministerium eine Tagung im schlesischen Groß Stein unter dem Titel „Glaube als Fundament der Identität” auszurichten. Den organisatorischen Großteil übernahm dabei das Haus der Deutsch-Polnischen Zusammenarbeit. Äußerst wichtig war hierbei, dass es uns gelang, sowohl protestantische, als auch katholische Seelsorger der deutschen Minderheiten aus vielen Herkunftsländern zusammenzubringen. Es war ein sehr gelungenes und aufschlussreiches Vorhaben, das gezeigt hat, wie wichtig es ist, dass wir den Zusammenhang zwischen Religion und nationaler Identität nicht aus den Augen verlieren. Das also, was mir bereits vor Jahren Bischof Alfons Nossol sagte, und woran ich mich immer erinnern werde: „Bitte danken Sie mir nicht für die Messe auf dem St. Annaberg, denn wir kämpfen ja an derselben Front. Also um die Seele des Menschen, und die bildet eine Einheit – sowohl die religiöse Identität der Seele, als auch ihre nationale Identität. Wenn eine davon schwächer wird, wird auch die andere schwächer und damit verbunden auch die Identität als Ganzes.“ Wichtig dabei auch: Wir haben eine Abmachung mit dem deutschen Innenministerium, dass wir eine solche Tagung turnusmäßig alles zwei Jahre organisieren können. Der nächste Treffpunkt in nun im Jahr 2019 in Rumänien.

 

Ein sehr wichtiger Punkt, den Sie in den Raum gestellt haben, ist die teilweise unzureichende bis fehlende Unterstützung der deutschen Minderheiten.

 

Das Thema habe ich in der deutschen Botschaft als Vertreter des VdG und jetzt als Vorsitzender der AGDM zur Sprache gebracht. Ganz generell liegt das Problem darin, dass es noch immer kein ausgearbeitetes Förderkonzept für das Schulwesen der deutschen Minderheit gibt. Ich benutze hier ganz gezielt nicht den Begriff Sprache, denn die wird ja gefördert. Hierbei ist die Unterstützung im außerschulischen Bereich sehr stark, so dass wir kein Problem damit haben, gute sprachfördernde Projekte auf die Beine zu stellen. Ein Problem, dem wir dabei immer wieder begegnen, besteht darin, systemische ortsspezifische Unterstützung für das Schulwesen zu bekommen. Dennoch ist es uns im Sommer dieses Jahres gelungen zu erreichen, dass in Deutschland eine ministeriumsübergreifende Arbeitsgruppe aus Vertretern des Innen- und Außenministeriums entstanden ist. Für das Thema war bislang nämlich nicht ein einzelnes Ministerium zuständig und vielleicht auch deshalb bleibt bis jetzt vieles ungelöst. Die Aufgabe der nun eingerichteten Arbeitsgruppe ist klar und wenn ihre Arbeit Konkretes ergibt, wird es unser großer Erfolg sein.

 

In der Zwischenzeit fand in Budapest in Zusammenarbeit mit dem Goethe-Institut eine Sprachkonferenz statt, wo das von Ihnen zuvor angesprochene Thema in einem internationalen Forum zu hören war. Und…?

 

Alle waren sich einig, dass eine große Erwartung besteht, dass von deutscher Seite neben Partnerschulen auch die Auslandsschulen der Bundesrepublik Deutschland stark unterstützt werden. So zum Beispiel die Willy-Brandt-Schule in Warschau. Aber auch eine konkrete Unterstützung für Schulen, deren Schüler aus den Reihen der deutschen Minderheit kommen, wäre wichtig. Bis jetzt gibt es eine solche klare und transparente Unterstützung leider noch nicht, aber ich hoffe, dass in Zukunft etwas Passendes hier zustande kommt. Wir als AGDM werden uns dafür stark machen.

 

Bei der 26. AGDM-Tagung in Berlin im Juni dieses Jahres haben Sie sehr deutlich die Bedeutung einer Förderung der Jugend und der Nachwuchskräfte akzentuiert. Weshalb?

 

Das Thema Jugend ist uns eben sehr wichtig, wie übrigens für jede Minderheit. Zu diesem Zweck sind wir derzeit in Abstimmung mit dem ifa Stuttgart dabei, die Möglichkeiten auszuloten, unsere AGDM-Tagung mit der vom ifa organisierten internationalen Jugendkonferenz zu korrelieren (miteinander durchzuführen). Wir möchten, dass beide Konferenzen in Berlin ineinandergreifen, so dass die Jugend der deutschen Minderheiten die Möglichkeit bekommt, sich mit Dachorganisationen aus verschiedenen Ländern zu treffen und nicht nur mit ihrer eigenen Dachorganisation wie etwa unser BJDM mit uns. Ziel ist es, dass die Jugendlichen zu neuen Erfahrungen und Anschauungen gelangen. Resümierend: Die Minderheiten sind zunehmend vernetzt oder anders ausgedrückt: Immer häufiger werden die Minderheiten in vielen Bereichen nicht mehr nur im eigenen Namen sprechen, sondern nunmehr auch im Namen einer größeren Gruppe. Zwar wird es nie die gesamte Plattform sein, da die Besonderheiten und Größen dieser Minderheiten unterschiedliche Bedürfnisse generieren, doch es lässt sich nicht bestreiten, dass in vielen Bereichen die Bedürfnisse identisch sind, und man kann sie eben gemeinsam artikulieren.