Mit Izabela Waloszek, Koordinatorin des Archivs erzählter Geschichte (AeG), sprach Anna Durecka über den Werdegang des Projekts.

Izabela Waloszek
Foto: Anna Durecka

 

 

 

 

Wersja polska poniżej

 

Das Archiv der erzählten Geschichte feiert nun seinen Zehnten Geburtstag. Dazu veranstaltet das Haus der Deutsch-Polnischen Zusammenarbeit am 12. Oktober eine Tagung, gefolgt von einem Absolvententreffen des AeG. Wie hat sich das Projekt aus Ihres Sicht über die Jahre verändert? Leuchtet ihm noch immer dieselbe Idee voran?

Ich habe das Archiv 2011, nach zweijährigem Bestehen, übernommen. 2009 galt es zunächst, Jugendliche für die Geschichte der Region zu begeistern. In der Schule lernten sie darüber nur wenig und ebenso wenig über die Kriegs- und Nachkriegserlebnisse der Großelterngeneration. Anfangs gab es nur einen zweitägigen Geschichtslehrgang, dann wurden Interviews mit Zeitzeugen aufgenommen und ins Internet gestellt. Heute haben wir bereits 500 Interviews, und organisieren Treffen mit Zeitzeugen, was wir am Anfang nicht gemacht haben. Dabei gibt es da großen Bedarf. Die Menschen wollen eben nicht nur auf unserer Website über Geschichte hören und Fotos sehen, sondern auch Zeitzeugen live erleben. Wir machen das jetzt ungefähr fünf Mal im Jahr mit Unterstützung von AeG-Absolventen und es gibt nie Probleme mit dem Zulauf. Es kommen Ältere und Junge, auch mit Kindern, um zu erfahren, was in ihrer Ortschaft geschah. Immer wieder bitten uns auch Museen um Fotos und Interviews für ihre Ausstellungen. Und für engagierte Jugendliche ist es nicht zuletzt von Interesse, dass sie dabei als Autoren der Aufnahmen genannt werden. Im Übrigen treffen unsere AeG-Absolventen mit uns inzwischen zwei Mal jährlich zu einer zweitägigen Schulung zusammen. Neben neuen Wissen suchen sie dabei nach weiteren Zeitzeugen für mögliche Treffen und sammeln Fotos.

 

 

Genau, auf der Website findet man seit einiger Zeit zunehmend viele alte Fotos…

Und diese werden jetzt digitalisiert, denn wir wollen die erzählte Geschichte auch zeigen. Außerdem besuchen wir mit dem AeG auch Schulen und ich habe dabei oft von Schülern gehört, dass sie sich das nicht vorstellen können. Deshalb machen wir seit zwei Jahren die Aktion „Unbekannte Fotos”. Wer alte Fotos hat und möchte diese mit uns teilen, braucht nicht einmal zu uns zu kommen. Ein Anruf genügt und wir fahren hin, scannen die Fotos und fertig. Für 2019 planen wir eine Präsentation der Fotos mit Interviews.

 

 

Bald wird man einen Zeitzeugen auch ganz selbstständig auf Band aufnehmen können.

Ja, wir haben Konspekte erstellt, eine Art Arbeitskarte mit Fragen über die Kriegszeit, aber auch über Gepflogenheiten, Alltag und Freizeitvertreib. Die Konspekte werden in Kürze bereitgestellt und man wird sie dann z.B. dazu nutzen können, Zeitzeugen aus dem eigenen DFK zu interviewen.

 

 

Das AeG hat in diesen zehn Jahren auch erheblich an Reichweite gewonnen.

Ja, das stimmt. Anfangs dachten wir nur an Oberschlesien, aber dann kam zunehmendes Interesse aus dem Norden. Und so haben wir dieses Jahr erstmals mit 18 Personen ein AeG in Allenstein gestartet, wo noch ein weiteres Treffen mit Zeitzeugen geplant ist. Deshalb haben wir übrigens dieses Jahr keinen Workshop in Oppeln gemacht, was allerdings nicht jedem gefallen hat und ich bekam deswegen so um die 15 Email-Nachfragen.

 

 

Wie erklären Sie den Erfolg des Archivs erzählter Geschichte, also die Tatsache, dass so viele junge Leute sich für die Geschichte ihrer Heimat interessieren?

Sicherlich spielt das Engagement von Schulen dabei eine ganz wichtige Rolle, so dass sich nach unseren Informationstreffen immer mehr Interessierte bei uns meldeten und sich gern bereit erklärten, z.B. ihre Großeltern zu interviewen. Ich selber habe es bei meinem Großvater nicht mehr geschafft, was ich sehr bedaure. Deshalb sage ich den Jugendlichen: Tut es, es kostet ja nichts und ihr werdet dadurch besser verstehen, was sie erlebt haben. Manchmal sind es ja auch erschütternde Geschichten. Und tatsächlich machen viele junge Leute gern mit. Dieses Projekt verbindet Generationen.

 

 

 

Nagraj, póki nie jest za późno

 

Z Izabelą Waloszek, koordynatorką projektu Archiwum Historii Mówionej, o tym, jak w ciągu 10 lat projekt się zmieniał, rozmawia Anna Durecka.

 

 

Archiwum Historii Mówionej świętuje w tym roku swoje dziesiąte urodziny. Z tej okazji 12 października Dom Współpracy Polsko-Niemieckiej organizuje konferencję, później będzie jeszcze zjazd absolwentów AHM. Jak z Pani perspektywy zmieniał się w ciągu tych lat projekt? Czy nadal przyświeca mu ta sama idea?

Jestem z Archiwum Historii Mówionej od 2011 roku, czyli trwał dwa lata, kiedy go przejęłam. I muszę powiedzieć, że uwielbiam ten projekt koordynować. Głównym priorytetem projektu w momencie jego powstania w 2009 roku było zainteresować młodzież historią regionu. W szkole niewiele się na ten temat dowiadywali, nie wiedzieli, co przeżyli w czasie i po wojnie ich dziadkowie. Na początku przeprowadzano tylko dwudniowe szkolenie historyczne, potem było nagranie wywiadów ze świadkami czasu i umieszczenie ich na stronie internetowej. Archiwum miało być duże, rozbudowane. Teraz mamy już 500 wywiadów, organizujemy spotkania ze świadkami historii. To jest coś, czego na początku nie robiliśmy. Tymczasem okazało się, że jest na to duże zapotrzebowanie. Ludzie nie tylko chcą odsłuchiwać historii na naszej stronie internetowej, obejrzeć zdjęcia, ale też posłuchać świadków czasu na żywo. Takich spotkań organizujemy mniej więcej pięć w ciągu roku, przy pomocy absolwentów AHM i nigdy nie ma żadnych problemów z frekwencją. Przychodzą ludzie starsi, młodsi, z dziećmi, żeby się dowiedzieć, co się działo w ich miejscowości. Projekt cały czas się rozwija. Jest coraz większe zainteresowanie młodzieży, ale też muzeów, które proszą nas i o zdjęcia, i o wywiady. Korzystają z nich podczas swoich wystaw. To jest cenne też dla młodzieży, ponieważ są wymienieni jako autorzy tych nagrań. Rozszerzyliśmy zresztą też działalność absolwentów AHM, którzy dwa razy do roku spotykają się z nami na dwudniowych szkoleniach. Oni dzięki nam mogą się rozwijać, jednocześnie szukając dla nas kolejnych świadków, przygotowując spotkania ze świadkami czasu, zbierając zdjęcia.

 

 

Właśnie, na stronie można od pewnego czasu znaleźć stare zdjęcia, zresztą ciągle szukacie kolejnych…

Od jakiegoś czasu digitalizujemy zdjęcia, bo tę historię mówioną chcemy też pokazać. Ponieważ z AHM zaczęliśmy jeździć do szkół na zajęcia, często słyszałam od uczniów: pani Izo, my sobie nie potrafimy tego wyobrazić. Od dwóch lat prowadzimy więc akcję „Nieznane zdjęcia”. Jeśli ktoś ma stare zdjęcia i chciałby się nimi podzielić, to nawet nie musi do nas przychodzić. Wystarczy telefon, my przyjeżdżamy na miejsce, skanujemy zdjęcia i gotowe. W 2019 roku zamierzamy przygotować prezentację tych zdjęć z wywiadami.

 

 

Niebawem nagrać świadka czasu będzie można też całkiem samodzielnie.

Owszem, przygotowaliśmy konspekty, takie karty pracy, które zawierają pytania dotyczące nie tylko czasów wojny, ale też zwyczajów, życia codziennego, spędzania wolnego czasu. Te konspekty będą dostępne niebawem, będzie z nich można na przykład skorzystać w kole DFK, żeby nagrać świadków czasu ze swojego koła.

 

 

W ciągu tych 10 lat znacząco zwiększył się też zasięg Archiwum Historii Mówionej.

Tak, to prawda. Na początku miał być tylko Górny Śląsk, ale zaczęło się do nas zgłaszać coraz więcej organizacji mniejszości niemieckiej z północy. W tym roku po raz pierwszy z 18 osobami wystartowaliśmy z Archiwum Historii Mówionej na północy, w Olsztynie. Zainteresowanie było bardzo duże. Na pewno jeszcze raz tam pojedziemy, żeby w Olsztynie zorganizować spotkanie ze świadkami czasu, dla rodzin, dla mieszkańców. Dlatego zresztą nie robiliśmy w tym roku warsztatów w Opolu. Ale dostałam chyba z 15 maili z pytaniem, dlaczego nie ma warsztatów w Opolu.

 

 

Jak tłumaczy Pani ten sukces Archiwum Historii Mówionej, fakt, że tak wielu młodych ludzi interesuje się historią swojego regionu?

Myślę, że przyczyniło się do tego zaangażowanie w ten projekt szkół. Po takich spotkaniach, na których wyjaśnialiśmy, co robimy, jak przeprowadzać wywiady, pokazywaliśmy zdjęcia, zgłaszało się coraz więcej chętnych osób, które stwierdzały, że chętnie nagrałyby np. swoich dziadków. Zresztą mówiłam im, że ja swojego dziadka nie zdążyłam nagrać i że bardzo tego żałuję. Mówiłam młodzieży i mówię: Zróbcie to, to nic nie kosztuje, a pomoże wam lepiej zrozumieć, co oni przeszli, jak wyglądało ich życie. Czasem to są wstrząsające historie. Ale młodzież wraca, chce robić więcej wywiadów. Wciąga się w to. Ten projekt łączy pokolenia.