Seit einem Jahr leitet Birgit Fisel-Rösle das Deutsche Konsulat in Oppeln, das zu seinen Aufgaben u.a. die Unterstützung der deutschen Minderheiten im Süden und Westen Polens zählt. Im Interview mit Rudolf Urban erzählt Konsulin Fisel-Rösle von ihrer Arbeit und ihrem Leben in Oberschlesien.

 

Vor einem Jahr haben Sie in unserem Interview gesagt, Sie fühlen sich fast schon heimisch in Oberschlesien, obwohl sie hier noch nie vorher gewesen sind. Vieles erinnere Sie aber an Ihre Heimat Bayern. Wie ist es nach einem Jahr?

 

Ja, ich fühle mich noch heimischer und das kommt wirklich daher, dass ich hier sehr oft an Bayern erinnert werde. Das beste Beispiel ist so etwas Alltägliches, dass man hier am Samstag die Straße fegt. Neulich wollte mir jemand sagen, dass es nur noch in Oberschlesien so sei, aber da musste ich auf jeden Fall auf Bayern verweisen. Situationen wie diese zeigen mir, wie ähnlich diese beiden Regionen und ihre Bewohner sind. Man darf aber auch nicht das gute Essen, die Freundlichkeit und Herzenswärme der Menschen vergessen, die mir das Einleben so leicht gemacht haben.

 

Das deutsche Konsulat ist neben seinen konsularischen Aufgaben vor allem für die deutsche Minderheit in Südwest-Polen da. Nun sind Sie ein Jahr hier, haben die meisten Organisationen und Verbände in ihrem Amtsbezirk besucht und können bestimmt eine Einschätzung über die Lage der Minderheit geben.

 

Die Arbeit der Strukturen der deutschen Minderheit ist meines Erachtens beeindruckend. Sie ist breit angelegt und es ist für jeden etwas dabei. Ich kann dabei, vor allem aus der Perspektive der bei uns eingereichten Projektanträge, von denen es im letzten Jahr allein 300 gegeben hat, sagen, dass das Engagement, das die Menschen vor allem ehrenamtlich erbringen, eine große Bewunderung verdient.

Mein Start letztes Jahr war dabei einfach fulminant mit dem Kulturfestival der Deutschen Minderheit in der Breslauer Jahrhunderthalle. Nicht nur der Ort hat mich damals beeindruckt, sondern die breite Masse und das große Interesse der hiesigen Deutschen an ihrer Kultur, was sie mit ihrer zahlreichen Teilnahme an den unterschiedlichen Angeboten bestätigen.

 

Sie haben gerade gesagt, dass allein im letzten Jahr 300 Projektanträge beim Konsulat eingingen. Was einige vielleicht nicht wissen, finanziert das Konsulat viele Initiativen der deutschen Minderheit, auch kleinere Projekte in den DFKs, mit. In welchen Bereichen sind Sie besonders aktiv?

 

Das Auswärtige Amt stellt uns Mittel in einer doch hohen Summe von beispielsweise über 400.000 Euro in diesem Jahr zur Verfügung, aus denen wir die Projekte der Minderheit fördern. Ziel ist es dabei, eine möglichst breite Gruppe zu erreichen. Es werden also Medien- und Sprachprojekte unterstützt und vor allem Initiativen, bei denen junge Menschen erreicht werden. Wie ich bis jetzt gesehen habe, denn ich nahm auch an einigen der Projekte teil, findet jeder etwas Interessantes für sich.

 

Stichwort Jugend der deutschen Minderheit. Wie sehen Sie diese?

 

Man sagt immer, die Jugend sei unsere Zukunft, um die man sich deshalb besonders kümmern müsse. Und so ist es bei der deutschen Minderheit nicht anders als bei anderen Verbänden oder sogar Unternehmen, bei denen die Nachwuchssorgen immer präsent sind. Daher finde ich es beeindruckend, wie die Minderheit in den sozialen Medien aktiv ist und die Jugend dort versucht zu erreichen. Man sieht auch, wie viele Initiativen für Jugendliche von unterschiedlichen Vereinen vorbereitet werden, sodass man fast schon ein wenig von interner Konkurrenz sprechen könnte, wohlgemerkt nicht im negativen Sinn. Deswegen ist es eine große Herausforderung, unterschiedliche Angebote für die Jugend vorzubereiten, ohne sie dabei zu überhäufen. Denn neben der deutschen Minderheit gibt es ja auch noch die Schulen, Universitäten und andere Organisationen, die um die Jugend werben. Es wird also für sie schwierig, Zeit für noch mehr Engagement zu finden.

Am 5. Oktober fand das JugendFestivalMłodych in Oppeln statt, das vom VdG organisiert wurde. Das breitangelegte, interessante Programm sowie Infostände unterschiedlicher Organisationen der Minderheit zogen viele Jugendliche an, die dann hoffentlich für länger bleiben und in Zukunft Initiativen der deutschen Minderheit für sich bevorzugen werden. Denn generell gilt der Grundsatz, dass man den Fokus vor allem auf die Jugendarbeit richtet.

 

Gestatten Sie mir zum Schluss noch eine private Frage: Was machen Sie in Ihrer Freizeit in Oppeln?

 

Dann gehe ich viel spazieren, fahre Fahrrad, gehe oft in die Philharmonie und sonntags in die Kirche, was uns wieder zu der Verbindung zwischen Oberschlesien und Bayern bringt. Ich genieße es sehr, dass ich mich hier nicht rechtfertigen muss, wieso ich am Sonntag um 10 Uhr gerade keine Zeit habe, weil ich in der Kirche bin. Ansonsten versuche ich, die Region kennenzulernen. Da ich ja in den letzten Jahren in Asien gelebt habe, sind für mich die hiesigen Entfernungen immer noch gewöhnungsbedürftig. Am ersten Wochenende hier wollte ich das Schloss in Moschen besuchen und anschließend nach Neustadt fahren und dachte zunächst, ob ich das denn alles ohne Übernachtung unterwegs schaffe. Letztendlich konnte ich an diesem Tag zusätzlich noch Neiße sehen und war trotzdem abends rechtzeitig zu Hause. Alles in allem bin ich hier angekommen und habe die Region ins Herz geschlossen.

 


 

Zuzanna Donath-Kasiura von der Oppelner SKGD (li.) im Gespräch mit der deutschen Konsulin in Oppeln Birgit Fisel-Rösle
Foto: R.Urban/Wochenblatt.pl

 

Od roku Birgit Fisel-Rösle kieruje konsulatem Niemiec w Opolu, do którego zadań zalicza się m.in. wspieranie mniejszości niemieckiej żyjącej na południu i zachodzie Polski. W rozmowie z Rudolfem Urbanem pani konsul Fisel-Rösle opowiada o swojej pracy i życiu na Górnym Śląsku.

 

Rok temu w wywiadzie z nami powiedziała Pani, że czuje się Pani na Górnym Śląsku już niemal jak w domu, chociaż nigdy wcześniej Pani tu nie była, a także, iż będąc tutaj, ma Pani wiele skojarzeń z rodzinną Bawarią. A jak jest po roku?

 

Czuję się jeszcze bardziej zadomowiona i rzeczywiście bierze się to z tego, że bardzo wiele rzeczy przypomina mi tu Bawarię. Dobrym przykładem jest pospolity fakt, że tutaj zamiata się ulice w soboty. Ostatnio ktoś przekonywał mnie, że jest tak już tylko na Górnym Śląsku, więc nie omieszkałam skorygować, że w Bawarii też tak jest. Tego rodzaju sytuacje pokazują mi, jak podobne są te oba regiony i ich mieszkańcy. Nie należy też jednak zapominać o dobrym jedzeniu, przyjaznym usposobieniu oraz serdeczności tutejszych mieszkańców, które tak bardzo ułatwiły mi aklimatyzację.

 

Konsulat Niemiec oprócz spełniania funkcji konsularnych istnieje przede wszystkim z myślą o mniejszości niemieckiej żyjącej na terenach Polski południowo-zachodniej. Jest Pani tutaj od roku, odwiedziła Pani większość tutejszych organizacji i stowarzyszeń MN i z pewnością może Pani dać ocenę sytuacji, w jakiej mniejszość się znajduje.

 

Jestem pod dużym wrażeniem działalności poszczególnych struktur mniejszości niemieckiej, która posiada szerokie spektrum, dzięki czemu każdy znajdzie coś dla siebie. Patrząc zwłaszcza z perspektywy wniosków projektowych złożonych w naszej placówce, których tylko w ubiegłym roku było 300, mogę powiedzieć, że zaangażowanie, jakie członkowie MN przejawiają przede wszystkim na zasadach wolontariatu, zasługuje na ogromny podziw.

A początek mojej pracy tutaj ułożył się wręcz znakomicie, bo akurat odbywał się Festiwal Kultury Mniejszości Niemieckiej w Hali Stulecia we Wrocławiu. Wrażenie wywarło na mnie wówczas nie tylko samo miejsce, lecz przede wszystkim bardzo liczne uczestnictwo w imprezie tutejszych Niemców oraz ich zainteresowanie własną kulturą, czemu wielu z nich dało wyraz, korzystając z szerokiej oferty kulturalnej.

 

Powiedziała Pani, że tylko w ubiegłym roku do konsulatu napłynęło 300 wniosków projektowych. Być może niektórzy nie wiedzą o tym, że konsulat dofinansowuje wiele inicjatyw mniejszości niemieckiej, w tym także pomniejsze projekty realizowane w kołach DFK. Jakie obszary są zwłaszcza objęte dofinansowaniem?

 

Niemieckie Ministerstwo Spraw Zagranicznych przekazuje nam do dyspozycji środki w bądź co bądź niemałej wysokości, np. w tym roku ponad 400 000 euro, z których wspieramy realizację projektów MN. Celem jest dotarcie do możliwie jak najszerszej grupy zainteresowanych osób. Wspierane powinny więc być przede wszystkim projekty medialne i językowe, a przede wszystkim inicjatywy, które pozwalają dotrzeć do ludzi młodych. Mogę powiedzieć, że jak dotąd, uczestnicząc w kilku projektach, miałam okazję stwierdzić, że każdy znajduje coś ciekawego dla siebie.

 

Pomówmy o młodzieży mniejszości niemieckiej. Co Pani o niej sądzi?

 

Mówi się, że młodzież to nasza przyszłość, w związku z czym trzeba o nią szczególnie dbać. W mniejszości niemieckiej jest z tym nie inaczej niż w przypadku innych organizacji czy nawet przedsiębiorstw, którym stale towarzyszy troska o młode pokolenie. Stąd też imponuje mi aktywność mniejszości w mediach społecznościowych i za ich pośrednictwem kierowanie zachęt do swoich członków, w tym również do młodzieży. Widać też, jak wiele inicjatyw skierowanych do dzieci i młodzieży przygotowują różne stowarzyszenia, co sprawia, że można wręcz mówić o swego rodzaju konkurencji, choć oczywiście nie w sensie pejoratywnym. Dlatego dużym wyzwaniem jest przygotowywanie zróżnicowanych propozycji dla młodzieży, ale tak, żeby jej nimi nie zasypać. Bo przecież oprócz mniejszości niemieckiej są jeszcze szkoły, uczelnie oraz inne organizacje, które zabiegają o względy dzieci i młodzieży, którym jest w związku z tym trudno znaleźć czas na jeszcze więcej zaangażowania.

Niemniej, 5 października w Opolu odbył się JugendFestivalMłodych organizowany przez VdG. Szeroko zakrojony, ciekawy program imprezy, jak również stoiska informacyjne różnych organizacji MN przyciągnęły wielu młodych ludzi, którzy, mam nadzieję, na dłużej pozostaną i w przyszłości będą preferowali uczestnictwo w inicjatywach mniejszości niemieckiej. Generalnie bowiem obowiązuje zasada, aby skupiać się przede wszystkim na pracy z młodzieżą i budowaniu kolejnych pokoleń.

 

Pozwoli Pani, że na koniec zadam pytanie natury prywatnej – co Pani robi w wolnym czasie w Opolu?

 

Dużo spaceruję, jeżdżę na rowerze, często chodzę do filharmonii, a w niedziele do kościoła, co stanowi kolejny element łączący Górny Śląsk z Bawarią. Bardzo mnie cieszy to, że będąc tutaj, nie muszę się tłumaczyć, dlaczego w sobotę o godz. 10.00 akurat nie mam czasu, ponieważ jestem w kościele. Poza tym staram się poznawać region. Jako że w ostatnich latach mieszkałam w Azji, muszę się wciąż jeszcze przyzwyczajać do odległości. W pierwszy weekend swojego pobytu tutaj chciałam odwiedzić pałac w Mosznej, a następnie pojechać do Prudnika i z początku zastanawiałam się, czy uda mi się to wszystko zrobić, nie nocując po drodze. Ostatecznie w tym dniu udało mi się dodatkowo zobaczyć Nysę, a mimo to byłam wieczorem na czas w domu. Reasumując, bardzo mi się tutaj podoba – polubiłam ten region.